Przeczytałem niedawno, że niebezpieczeństwo popadnięcia w nałóg alkoholizmu pojawia się wtedy, gdy człowiek zauważa, że alkohol redukuje jego napięcia i daje rozluźnienie. Zastanowiłem się na tym stwierdzeniem i… muszę stanowczo zaprotestować. Przecież do tego właśnie służy alkohol, pomijając jego właściwości lecznicze. Wypijam sobie raz na tydzień lub dwa jedno piwo lub drinka. Czy to oznacza, że już popadam w alkoholizm? Czuję się nieco rozluźniony i wiem, że nie mogę postępować w ten sposób dziennie. Skoro tak, to chyba bardzo daleko mi do uzależnienia. Mam świadomość, że podobne artykuły są pisane nieco na wyrost. Ich autorzy ostrzegają niejako na zapas. Widzą diabła w każdym rogatym stworzeniu. Nie sądzę, by ten sposób edukacji był właściwy. Jedynie osłabia siłę przestróg tam, gdzie rzeczywiście są potrzebne.
Podobne informacje można znaleźć na stronach AA. Ludzie, którzy leczą się z alkoholizmu muszą być przewrażliwieni. Jednak ogólnie rzecz biorąc zalecałbym większy obiektywizm. Jeśli z czegoś korzysta się jedynie raz na kilkanaście dni, nie można mówić o uzależnieniu. Tym co faktycznie zwiastuje nadchodzące niebezpieczeństwo jest zwiększona częstotliwość picia. Natomiast same odczucia po alkoholu mają tu niewiele do rzeczy.
Przeczytaj również ...
Przeczytaj również:

